Byłem jeszcze bardzo małym chłopcem. Pewnego dnia mój tato wpuścił mi pewną piosenkę i dał jej tekst bym go zapamiętał. To był pierwszy wiersz jaki się nauczyłem. Było to bardzo dawno temu, lecz dopiero dzisiaj, stojąc na cmentarzu i żegnając bliską osobę pojąłem jakie uczucia te słowa ze sobą niosą. Dopiero dzisiaj zrozumiałem tak naprawdę tekst który znałem od zawsze. Teraz wiem dlaczego jest tak ważny. Jest odwiecznym pytaniem które zadaje sobie każdy człowiek, ale jest także czymś więcej…
Czesław Niemen „Epitafium”
„Jakie imię nosi ten
co w pół uśmiechu myśli
zaledwie rozpoczętej pieśni
w pół kroku drogi
przeciął nić uwitą z miłości.
Czyim kaprysom w ofierze
zawlekliśmy ciebie na stos pogrzebny
i w pejzażu cmentarnym stoimy osłupieni
nad nowo wyciosanym krzyżem?
Świętemu prawu, świętych czynów urąganiem
zwracam się do ciebie, cywilizacjo,
pełna pychy opiekunko.
Co ty uczynisz,
jakim narzędziem wyrwiesz ostrze bolesne
z serc bijących w żałobne dzwony?
Jak jeszcze długo skrzypiący frazes
“takie jest życie”
jedynym będzie usprawiedliwieniem
niedorzecznej śmierci człowieka?”
Żegnaj drogi przyjacielu!

maj 24, 2007 o 22:22 |
Wiem, co czujesz… Śmierć młodego człowieka, który dopiero rozpoczyna dorosłe życie, przyjaciela, zawsze jest ciosem… W grudniu pożegnałam swoją bliską koleżankę. Miała 17 lat. śpiewała ze mną w chórze. rzeżyłyśmy razem mnóstwo miłych chwil. Zmarła na bardzo rzadką postać raka. Ta dziewczyna była niesamowita. Do samej śmierci, mimo że wiedziała, że nowotwór jest złośliwy, że ma przerzuty i miała wycięty kawałek płuca, do końca była pełna nadziei. No właśnie, nadzieja jest najważniejsza.
Pamiętam, jak się wtedy burzyłam, nie potrafiłam zrozumieć, jak może odejść ktoś tak młody. Kiedy razem z chórem śpiewaliśmy na jej pogrzebie, nie mogam wydobyć z siebie głosu… Grzązł mi w gardle, a z oczu płynęły łzy… Zwłaszcza, gdy śpiewaliśmy taką pieśń:
“Panie, Ty widzisz, Krzyża się nie lękam.
Panie, Ty widzisz, Krzyża się nie wstydzę.
Krzyż Twój całuję, pod Krzyżem uklękam,
bo na tym Krzyżu Boga mego widzę…”
Ale po jakimś czasie zrozumiałam, że Karolina jest teraz tam, gdzie naprawdę jest szczęśliwa. W miejscu, gdzie nie ma nieszczęścia, chorób, cierpienia. Wybrańcy Boga umierają młodo… Bóg chciał mieć przy sobie Karolinę, Twojego Przyjaciela i tych wszystkich, którzy przedwcześnie odeszli z tego świata.
A Karolina jest przy mnie cały czas! Czuję jej obecność czasem jeszcze bardziej niż wtedy, gdy rzeczywiście była przy mnie. To taki mój drugi anioł stróż…
czerwiec 3, 2007 o 20:47 |
What actually happened? How did he die??
*Sad but true*
czerwiec 3, 2007 o 23:56 |
Nobody knows
czerwiec 4, 2007 o 12:24 |
Nobody knows??? So he just simply killed himself?? Or was it an accident?
czerwiec 4, 2007 o 14:11 |
it was an accident but nobody knows how… closed topic ;)
czerwiec 5, 2007 o 3:10 |
A fuck… U poles r sooo odd…