Ha! Nie będzie śmiechu! Dzisiaj będą dowcipy z których się nie pośmiejecie! Będzie się uczyć to będziecie się śmiać. A wszystko dlatego, że dzisiaj będą dowcipy MATEMATYCZNE! A wszystko dlatego, że pewna grupa osób śmiała nie śmiać się z mojego dowcipu o cewce indukcyjnej w słuchawkach… Teraz macie za swoje. Kolejnym powodem tej notki jest to, że powoli zaczynają mnie śmieszyć tylko takie dowcipy. Co to technikum i ślęczenie codziennie nad matmą ze mną robi? Ale cóż… zaczynajmy!
Najpierw chciałbym przedstawić Wam rozmowę, która wywiązała się między mną a kumplem, gdy potrzebowaliśmy poruszyć temat intymny, idą przez środek miasta. Co niektórzy może zrozumieją o co chodzi… a reszta niech się uczy!
(Po ujrzeniu dorodnego osobnika płci przeciwnej)
M1- hmmm zauważyłeś, że czas propagacji u mężczyzn jest za długi?
M2- rzeczywiście… szczególnie, gdy amplituda sygnału wejściowego jest tak duża jak teraz
M1- heh jak dobrze, że zgodność łączeniowa jest wystarczająca
M2- i jakże uniwersalna
M1- byle nie dopuścić do spadku napięcia w czasie mniejszym niż stała czasowa…
M2- noo….
(Dziewczyny idące niedaleko zaczęły się nam dziwnie przyglądać więc rozmowa się skończyła)
Ha! I tak to właśnie było! Niesamowita i jakże ekscytująca opowieść. Jest wspaniałym wstępem do tej notki. Gdyż cała notka będzie przesiąknięta matematyką! Wiem, że się cieszycie…
Na rozgrzewkę kilka żartów:
Grupy inżynierów i informatyków jechały pociągiem na konferencję. Każdy z inżynierów miał swój bilet, a grupa informatyków miała tylko jeden bilet na wszystkich. Inżynierowie śmiali się i żartowali z informatyków, nagle jeden z informatyków mówi:
- Idzie konduktor! – i wszyscy poszli do toalety.
Inżynierowie byli zaintrygowani.
Konduktor wszedł i mówi:
- Bilety poproszę – i skasował bilety wszystkim inżynierom.
Potem poszedł do toalety, zapukał w drzwi i mówi:
- Bilet proszę – wtedy informatycy przesunęli bilet pod drzwiami.
Konduktor skasował bilet i poszedł, a informatycy wyszli z toalety kilka chwil później. Inżynierowie czuli się naprawdę głupio.
W drodze powrotnej z konferencji inżynierowie kupili sobie jeden bilet. Zaczęli się naśmiewać z informatyków, którzy nie mieli ani jednego biletu na całš grupę.
Nagle jeden z inżynierów mówi:
- Konduktor idzie! Wszyscy informatycy poszli do toalety, a inżynierowie do drugiej.
Zanim pojawił się konduktor jeden z informatyków wyszedł, podszedł do drzwi od drugiej toalety, zapukał i powiedział:
- Bilet poproszę…
Matematyk i chemik spędzali noc w sąsiednich pokojach hotelowych. Wśrodku nocy rozległ się nagle alarm przeciwpożarowy. Chemik pierwszy wyskoczył z łóżka, włożył buty i wyjrzał na korytarz. Kiedy zobaczył kłęby dymu poszukał strzałek wskazujących wyjście awaryjne, dotarł do schodów pożarowych i zaczął po nich zbiegać. Matematyk wyjrzał na korytarz chwilę później i zobaczywszy, że jego kolega biegnie do wyjścia awaryjnego, podążył za nim. Kiedy jednak przekonał się, że zbiega on po schodach, wrócił do sw ojego pokoju i położył się do łóżka – spokojny, że istnieje rozwiązanie problemu.
Pewnego dnia inżynier, fizyk i matematyk otrzymali zadanie do wykonania. Zadanie polegało na tym, aby stojąc na ziemi z dostępnej ilości siatki ogrodzić jak największy teren. 1. Inżynier, stworzył idealny kwadrat i odszedł z dumą. 2. Fizyk, zakreślił idealne koło i pewny wygranej również odmaszerował. 3. Matematyk. Ten zrobił coś dziwnego. Poustawiał siatkę byle jak, tak aby grodziła “w miarę” mały teren. Następnie wskoczył do środka i zadeklarował, że jest na zewnątrz…
Trzech mężczyzn obserwuje dom. W pewnym momencie do domu wchodzą dwie osoby. Za pół godziny wychodzą trzy.
Biolog mówi: Rozmnożyli się.
Fizyk: Nie, to błąd pomiaru.
Matematyk: Jak do środka wejdzie jeszcze jedna to dom będzie pusty…
Matematyk, Fizyk i Inżynier otrzymali identyczny problem do rozwiązania:
Udowodnić, że wszystkie liczby nieparzyste większe niż dwa są pierwsze.
Rozwiązali:
Matematyk: 3 jest liczbą pierwszą, 5 jest pierwsza, 7 też, 9 już nie – sprzeczność – twierdzenie jest fałszywe.
Inżynier: 3 jest liczbą pierwszą, 5 jest pierwsza, 7 też, 9 jest pierwsza, 11 jest pierwsza..
Fizyk: 3 jest liczbą pierwszą, 5 jest pierwsza, 7 też, 9 już nie – błąd przypadkowy eksperymentu, 11 jest pierwsza…
Fizyk zapytany na egzaminie, ile wynosi pierwiastek z dwóch, odpowiada:
- To wartość rzędu jedności.
Zapytany o to samo inżynier wyciąga suwak logarytmiczny (czy ktoś jeszcze teraz to pamięta?) i oblicza:
- To jest około 1,41.
Gdy zaś poprosić o odpowiedź ekonomistę, ten zamyka drzwi do pokoju, zbliża się do egzaminatora i pyta szeptem:
- A ile pan chce, żeby to było?
Pewnego razu egzaminator zapytał studenta:
- Jak można zmierzyć wysokość budynku za pomocą barometru?
- To bardzo łatwe – odpowiedział student – trzeba wejść na dach budynku, przywiązać barometr do długiego sznura i opuścić go tak, że dotknie powierzchni gruntu; potem wystarczy wciągnąć go, mierząc długość sznura – będzie ona dawała szukaną wysokość.
- Czy to jedyna metoda, jaką pan zna? – zapytał zaskoczony profesor.
- Ależ nie, można jeszcze, na przykład, zrzucić barometr z dachu budynku, mierząc czas jego spadku na ziemię; potem wystarczy tylko skorzystać ze szkolnego wzoru na drogę w spadku swobodnym.
- I to już wszystko , co pan wie na ten temat? – rzekł coraz bardziej zdenerwowany egzaminator.
- Znam jeszcze inne metody wyznaczania wysokości budynku za pomocą barometru – odpowiedział ze spokojem student.
- Proszę więc je podać – wykrzyknął zniecierpliwiony profesor.
- Można, na przykład, wchodząc po schodach na dach, przykładać niesiony barometr do ścian klatki schodowej i zaznaczać kolejne jego długości; potem wystarczy tylko policzyć te znaczki i to daje wysokość budynku w jednostkach długości barometru. Można też, jeżeli dzień jest słoneczny, zmierzyć długość barometru i jego cienia, a następnie długość cienia budynku, skąd przez prostą proporcję obliczamy wysokość budynku. Jeśli ktoś woli bardziej wyrafinowane metody, to może przywiązać barometr do kawałka sznurka, żeby zrobić proste wahadło, a potem zmierzyć okres wahań tego wahadła na powierzchni gruntu i na dachu budynku. Wykorzystując wzór na okres wahadła, można wyznaczyć z tych pomiarów efektywne wartości przyspieszenia ziemskiego, a stąd – posługując się prawem grawitacji Newtona – w zasadzie obliczyć wysokość budynku. Ale ja uważam – ciągnął dalej niezmieszany student, nie zwracając uwagi na mdlejącego z wrażenia profesora – że najdokładniejszy wynik otrzymałbym, zanosząc ten barometr do biura zarządcy budynku. “Mam tu ładny barometr – powiedziałbym do zarządcy – i podaruję go panu, jeśli poda mi pan dokładną wysokość budynku”.
- Czy naprawdę nie zna pan konwencjonalnej odpowiedzi na zadane pytanie? – wyszeptał zrezygnowany egzaminator.
- Ależ znam, tylko to takie nudne, więc chciałem wymyślić coś bardziej oryginalnego
W pociągu jadą: astronom, fizyk i matematyk. Widzą czarną krowę przez okno.
Astronom: – O, krowy w tym kraju są czarne!
Fizyk: – Dla ścisłości, w tym kraju jest przynajmniej jedna czarna krowa…
Matematyk: – Co wy wiecie o ścisłości. W tym kraju co najmniej jedna krowa jest czarna co najmniej Z JEDNEJ STRONY!
Twierdzenie o lokalnych geniuszach. Dla każdego matematyka istnieje otoczenie, w którym jest on najwybitniejszy.
Fizyk doświadczalny, fizyk teoretyk i matematyk zostali eksperymentalnie zamknięci na tydzień w celach więziennych. Każdemu dano 1 sztukę konserwy tyrolskiej w puszce. Po tygodniu kolejno otwierano ich cele. Fizyk doświadczalny czuł się świetnie, zauważono, że ściany jego celi były mocno zaplamione.
- Jak udało się panu przetrwać?
- Rzucałem puszką o ścianę tak długo, aż zaczęła pękać i mogłem ze ścian zlizywać jej zawartość …
W celi fizyka teoretyka na ścianie wydrapane były kilometrowe wzory, całki, pochodne itp. W jednym miejscu ściana była silnie zaplamiona. Sam fizyk teoretyk siedział pośrodku syty i zadowolony.
- Jak udało się panu przetrwać?
- Obliczyłem kąt i optymalną siłę rzutu, przy której puszka się otwiera.
W celi matematyka znaleziono zimne ciało. Obok stała ciągle nieotworzona konserwa tyrolska, a na ścianie wydrapane było tylko jedno zdanie: “Dany jest walec…”
Na długim korytarzu na środku ustawiono piekną dziewczynę, natomiast na przeciwnych krańcach kazano stanąć matematykowi i fizykowi. Mogli zbliżać się do dziewczyny w skokach – za każdym skokiem mogli pokonać połowę odległości dzielącej ich od piękności. Fizyk zaczął iść, a matematyk stoi.
Pytają się matematyka, dlaczego stoi?
- Bo w skończonej ilości kroków nie uda mi się dojść.
Pytają się więc fizyka dlaczego idzie:
- Jasne, że wiem o tym co matematyk, ale to jest bardzo dobre przybliżenie.
Pewnego razu matematykowi zepsuł się kaloryfer. Zadzwonił po hydraulika. Ten przyszedł, popukał postukał i naprawił uszkodzenie. Matematyk się ucieszył, spytał o cenę. Hydraulik zażyczył sobie odpowiednią liczbę złotówek.
Panie, ale to połowa mojej pensji – powiedział matematyk.
To gdzie pan pracujesz? – spytał hydraulik.
Na uniwersytecie, jestem matematykiem.
Eeeee… nie warto. Chodź pan do nas. Postukasz, popukasz i zarobisz 3 razy więcej. Tylko przy zgłoszeniu niech pan poda wykształcenie podstawowe, bo u nas wyższe nie jest najlepiej widziane – poradził hydraulik.
Matematyk zrobił jak mu radzono. Zarabiał 3 razy więcej, postukał, popukał, żadnych problemów, żyć nie umierać …
Ale wyszło zarządzenie, że należy podwyższyć kwalifikacje. Więc matematyk musiał pójść na kurs dokształcający. Siedzi na lekcji w klasie, pani nauczycielka zaczęła lekcję – Zobaczmy, co pamiętamy z matematyki. Jaki jest wzór na pole koła?
Padło na matematyka. Musiał iść do tablicy. Niestety matematyk wzoru zapomniał, więc zaczął go wyprowadzać. Zapisał jedną tablicę, drugą i wyszło mu minus pi*r^2. Ten minus mu się nie podobał więc zaczął wszystko od początku, ale znowu wyszło to samo. Popatrzył więc na klasę z nadzieją, że ktoś mu podpowie. A cała klasa szeptem: “zmień granice całkowania, zmień granice całkowania”.
Macie już dość?! To nie dobrze! Bo teraz seria żartów z serii „Przychodzi … do lekarze…”
Przychodzi logarytm do lekarza,
a lekarz mówi: co panu tak wolno rośnie?
Przychodzi sinusoida do lekarza,
a lekarz mówi: znowu ma pani okres?
Przychodzi stożek do lekarza,
a lekarz mówi: coś pan taki ścięty?
Przychodzi zbiór do lekarza,
a lekarz mówi: jest pan skończony!
Przychodzi pamięć do lekarza,
a lekarz mówi: kto panią tak skasował
Przychodzi liczba do lekarza,
a lekarz mówi: jest pani pierwsza!
Przychodzi wektor do lekarza,
a lekarz mówi: kto pana tu skierował?
Przychodzi zmienna do lekarza,
a lekarz mówi: pani tu nie stała!
Przychodzi jedynka do lekarza,
a lekarz mówi: pani nie jest pierwsza!
Przychodzi wielomian do lekarza,
a lekarz mówi: uwaga, stopień!
Przychodzi zbiór pusty do lekarza,
a lekarz mówi: następny proszę!
Heh i to już niestety koniec matematyczny żartów na dzisiaj… wiem, że będziecie się smucić, ale niestety nie ma więcej jakże śmiesznych żartów. Wprawdzie nie sądzę żeby ktokolwiek dotarł aż tutaj, ale dla wytrwałych, filmik!
Hmm chyba już nie będę przynudzał. Dam Wam spokój. Jeśli nie zrozumieliście niczego z dzisiejszej notki znaczy się, że kiepsko z Wami! Pozdrówki i niech matematyka będzie z Wami!!
Matematyka jest jak kobieta – trzeba ją umieć wykorzystać, a nie zrozumieć!!

