Archiwum z lipiec, 2006

Kiedy jest Ci smutno…

lipiec 28, 2006

„Nie sądź po ustach do uśmiechu skorych,
ze się ból w czyjejś nie zagnieździł duszy;
nie wiesz, jak często nieraz walczyć trzeba
nim się jęk śmiechem zdławi i zagłuszy.

Bóg tylko jeden patrzy w ludzkie serca
i widzi raka co tyle ich toczy,
widzi te rany straszliwie krwawiące-
i sam On musi precz odwrócić oczy.”

 

Ostanie dni są istną katastrofą. Nic nikomu wokół mnie się nie udaje. Tyle cierpienia, tyle łez. Chodź mnie bezpośrednio to nie dotyka to nie umiem się cieszyć i chodzić wiecznie uśmiechnięty jak zawsze. Szczęście zawsze musi mieć szczęście za sąsiada, ja nie potrafię inaczej. Jestem już takim człowiekiem, że chcę każdemu za wszelką cenę pomóc, choć nie zawsze mi to wychodzi. Bardziej mi zależy na szczęściu bliskich osób niż na moim własnym, nic na to nie poradzę. Kiedy już opuszczam bezradnie ręce pozostaje mi tylko jedno: Kolejna bezsensowna notka!

Na początek kilka zabawnych rozmów z internetowych:

<Tom> Ej, wytłumacz mi o co biega. Dzwoni moja dziewczyna i składa mi życzenia. Powaliło ją czy jak? Urodziny mam w październiku a imieniny w grudniu. Dzisiaj jest jakieś święto?
<GK> 23.06 – Dzień Ojca
<Tom>…
<Tom>o ja pier%$&…
<Gk> Wszystkiego najlepszego stary!

<napalona_kasia> ej musze ci coś powiedzieć, tylko nie mów nikomu
<goraca_asia> smialo
<napalona_kasia> tak naprawde nazywam sie Marcin
<goroca_asia> no hej, Jakub jestem

<kreks> ale jestem brzydki
<wojt> a ja jestem za gruby
<noisy> nobody is perfect…
<nobody> thx

<topic> ale lol dzisiaj rano patrze, a tu stary zapomnial komorki… no to ja za domowy i dzwonie do niego… po chwili zdalem sobie sprawe ze skoro zapomnial komy to i tak sie do niego nie dodzwonie _-_
<medol> no i co zrobiles?
<topic> zadzwonilem do starej na kome
<medol> no i?
<topic> za chwile dzwoni koma starego, odbieram… a tu mama “no czesc, zapomniales komorki”

<airot> W 1968 wystarczyła moc obliczeniowa 2 C-64 aby posłać rakiete na księżyc
<airot> Teraz 2006 potrzeba siły obliczeniowej Pentium IV 3GHz aby odpalić Windows Vista
<airot> … coś poszło nie tak.

<sykstus> ty pieprzony gnoju!
<Shenlon> co?
<sykstus> nie, nic, klawiaturę czyściłem…

<xax> dalej nie widze roznic miedzy optymistami a pesymistami
<shaq> hm
<shaq> jakby ci to wytlumaczc
<shaq> pesymista na cmentarzu widzi same krzyze
<shaq> a optymista same plusy

Ciąg dalszy nastąpi…

—————————–

Heh morze… tyle pięknych wspomnień, naprawdę piękne miejsce. Są jednak takie plaże które mają dodatkowe atrakcje. Wyobraźcie sobie, że leżycie sobie wygrzewając się w słoneczku a tu nagle nad głową przelatuje wam Boeing, albo po prostu zostajecie zdmuchnięci przez pęd jego silników. Naprawdę wspaniała zabawa dla całej rodziny. Jednak są na to chętni:

>>> LINK <<<

—————————–

Niektóre kobiety potrafią zrobić prezent mężczyźnie, tylko nie zawsze to wychodzi tak jak powinno. Gdy się chce zrobić TAKI prezent to naprawdę trzeba uważać. Zobaczcie sami:

>>>LINK<<<

—————————–

Słynny atak Zidana zszokował chyba cały świat. A tutaj kilka wersji tego ciosu:

>>>LINK<<<

—————————–

A na koniec dla wszystkich fanów Polki, taniec wykonany przez kilku panów. Naprawdę gratuluje improwizacji utworu

P.S. Czyż ta notka nie obfitowała w media?

P.S.2. Gdy zawali nam się cały świat, pozostaje nam się już tylko śmiać!

Kilka mądrości z filmu

lipiec 24, 2006

 

“Życie to nie ilość wdechów i wydechów, to chwile które zapierają dech w piersiach.”

 

Nigdy:

Nie kłam

Nie uciekaj

Nie oszukuj

Nie pij

Jeśli musisz skłamać, to tylko w obięciach osoby którą kochasz.

Jeśli musisz uciec, to tylko od zły ludzi.

Jeśli musisz oszukać, to oszukaj śmierć.

Jeśli musisz pić, to pij w chwilach które zapierają dech w piersiach.

 

Zakochani skaczą i tylko osoby które pokochali mogą pozwolić im uwierzyć, że potrafią latać.

 

Gdy dwojga ludzi które się kochało rozstają się, może być im dobrze bez siebie, ale nigdy nie będzie nadzwyczajnie.

——————-

 

Co mogę powiedzieć? Po prostu respekt.

 

Zaćmienie słońca

lipiec 19, 2006

 

To jedno zdjęcie mówi wszystko o tym co siedzi teraz w mojej głowie (a jest tego trochę). Każda rzecz na zdjęciu ma jakieś znaczenie, a niektóre nawet kilka. Mam nadzieję, że zrozumiecie…

P.S. Ostatnio stałem się chyba strasznie zagadkowy…
Specjalne podziękowania dla Madzix.

Marianna i jej królewicz.

lipiec 15, 2006

„Ponieważ wiem, że bloga mojego brata czytają miliony… miliony razy jego krewni- postanowiłam Wam przedstawić kogoś wyjątkowego. Kogoś, kto swoim urokiem wywoła uśmiech na twarzy każdego z Was. Jest zodiakalnym Bykiem, lubi sianko i przy moim boku oglądać telewizję. Całymi dniami skacze po łóżku. Nie cierpi być sam, dlatego gdy tylko wracam wtula się we mnie i patrzy na mnie swoimi słodkimi brązowymi oczkami. Jestem już z nim dwa tygodnie i nie wiem jak bez niego mogłam żyć. Nazywa się Baksiu i jest króliczkiem miniaturką. Oto jego zdjęcia – niech wleją słodycz w Wasze serca.”

 

>>>>>> LINK <<<<<<

 

Heh i tym sposobem znowu spadałem w hierarchii rodzinnej. Nie dość, że byłem za dwom psami, dwoma kotami, milionem rybek to teraz jeszcze za królikiem. Oj ciężkie czasy nastały. Ale musze przyznać, że fajny taki królik. Nic nie mówi, patrzy się, czasem coś zje, skacze sobie i robi dużo, dużo bobków! Gość na moim poziomie. A co do tych bobków to nie wiem czy graliście kiedyś w taką grę jak Bomberman. Polegała ona na tym, że biegało się ludzikami i zostawiało bomby. To wygląda podobnie. Biegnie królik a za nim tylko czarne bobki. Ogólnie wspaniała zabawa dla całej rodziny.

Ten królik to straszny cwaniak jest, przez co nasuną mi się pewien dowcip:

 

Idzie totalnie zmasakrowany królik przez las. Cały zakrwawiony, bez ręki i oka.
Pyta go jeż:
- Co się stało?
- Nic, tylko założyłem się z niedźwiedziem o oko, że mi ręki nie urwie…

—————————–

Wyprawa na Rysy

lipiec 10, 2006

Od mniej więcej czterech lat planowaliśmy wypad na najwyższy szczyt Polski. Nie mogliśmy się zdecydować, ponieważ nie jest to takie proste fizycznie a jak się potem okazało także niebezpieczne. Przygotowywaliśmy się technicznie i fizycznie (codziennie oboje jeździliśmy na rowerkach itd.), więc byliśmy dobrej myśli. Wyjechaliśmy z Przemyśla o 5 rano a na szlak weszliśmy koło 13. Początkowo trasa była bardzo prosta, przynajmniej od strony technicznej, bo fizycznie ostro dawała w kość. Kilka kilometrów non stop po stopniach. Ciężkie plecaki ciągnęły w dół, więc naprawdę nie było to takie proste. Jak by tego było mało, w połowie drogi na szczyt złapała nas burza (już od początku lekko padało). Ale to nie taka burza jaką znamy z dolin. Silny wiatr do tego grad jak groszek. Pioruny uderzały tuż koło nas. Wtedy musieliśmy na chwilę przerwać wędrówkę, ale jak to w górach pogoda bardzo szybko się zmieniła i zaraz mogliśmy ruszać dalej. Gdy natrafiliśmy na pomoc ratunkową i praktycznie nie wiedzieliśmy czy tamtędy nie będziemy musieli przejść gdzie zdarzył się ten wypadek (zaznaczę, że żaden z nas nie znał drogi) opadliśmy trochę z sił psychicznych, ale dzielnie brnęliśmy naprzód. Nie podbudowaliśmy się za bardzo bo po chwili naprawdę zaczął się hardcore. Wspinaczka po śniegu prawie po pionowej ścianie, potem wspinaczka na łańcuchach po naprawdę pionowej ścianie a potem to już po kamieniach stromo do góry. Po czymś takim człowiek albo przyzwyczaja się do niebezpieczeństwa, albo nie pozostaje mu nic innego jak się poddać i rzucić w przepaść. My wybraliśmy tą pierwszą opcję. Jeszcze nie wiedzieliśmy co nas czeka. Może było by łatwiej gdybyśmy korzystali tak jak wszyscy ze szlaku, ale jaka to by była atrakcja. W końcu udało nam się jakoś dotrzeć do schroniska pod samym szczytem. Pogoda nie za bardzo dopisywała więc postanowiliśmy przenocować. Klimat w schronisku był niesamowity. Tego nie da się opisać. Noc wysoko w górach jest naprawdę czymś niezwykłym. Jednak najbardziej niezwykły w tym schronisku był klopek (ubikacja). Była to kabina z tarasem ustawiona na zboczu skarpy. Niby normalne bo w końcu gdzieś muszą lecieć odpadki, ale jak wchodziło się do środka i siadało na tronie naszym oczom ukazywał się niezwykły widok. W ścianę przed nami było wmontowane olbrzymie okno z pięknym widokiem na góry, naprawdę imponującym. Nawet jak ktoś nie miał potrzeby to warto było pójść popodziwiać widoki. Jednak to jeszcze nie wszystko. Żeby do niego dojść, trzeba było przejść 90m po stromym zboczu, ścieżką z chwiejących się kamieni. Jak naszła mnie potrzeba w nocy, to o mało nie załatwiłem się po drodze ze strachu. Noc była bardzo przyjemna chodź ciężka. A ciężko było ponieważ jeden z osobników śpiących z nami (na ziemi oczywiście) chrapał a reszta próbowała go uciszyć. Było to komiczne, a ja, jak to ja w takich sytuacjach nie umiem się powstrzymać od śmiechu. Jak udało nam się zasnąć to i tak zaraz była pobudka (6 rano). Zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy na szczyt. Tam dopiero był prawdziwy hardcore. Zaczęło się od wspinaczki po śnieg, po bardzo stromym zboczu. O mało nie wybiłem sobie tam moich świeżo wyprostowanych ząbków. Jednak byliśmy przygotowanie i mieliśmy specjalne obuwie. Ten śnieg był niczym w porównaniu do wspinaczki po skałach wisząc nad przepaścią -która czekała nas potem. Szlaku nie było już nawet widać. Jedynym drogowskazem był szczyt. Było kilka niebezpiecznych sytuacji, zerwanych kamieni, więc adrenalina buzowała w nas do granic możliwości. W końcu po to na to się zdecydowaliśmy. Gdy dotarliśmy wreszcie na szczyt nasze wysiłki zostały wynagrodzone. Czuliśmy się jak panowie świata. Wszystko pod nami, tak blisko nieba i chmur. Wspaniałe uczucie a widoki zapierające dech w piersiach. Do tego cały czas buzująca adrenalina ponieważ szczyt nie miał za dużej objętości a wysokość była znaczna. Przeżycie nie do opisania. Góra została pokonana. Pogoda ponownie zaczęła się psuć więc musieliśmy w pośpiechu schodzić na dół. To chyba był najbardziej emocjonujący moment. Schodziliśmy na wyścigi. Jednak po chwili każdy z nas do szedł do takiego miejsca, że za bardzo nie miał jak się wrócić a na przód była tylko przepaść. Poluzowaliśmy więc trochę, ale i tak było naprawdę bardzo emocjonująco. Po to są w końcu sporty ekstremalne. Potem czekał nas tylko genialny zjazd po śniegu na butach (lepsze niż rolki, naprane polecam, genialna rzecz) i udaliśmy się jeszcze na chwile do schroniska bo gonił nas deszcz. Tam spotkaliśmy grupkę Węgrów z którymi nie mogliśmy się dogadać, a potem się okazało, że jedna z nich mówi po polsku. Zaszpanowałem przed nimi znajomością gry na gitarze piosenki Omegi i ruszyliśmy w drogę. Gdy schodziliśmy, złapała nas najgorsza burza jaką kiedykolwiek widziałem. Ze ścieżki zrobił się potok, a grad walił z całych sił. W takiej pogodzie musieliśmy jakoś dotrzeć na dół, bo szans na przejaśnienie nie było. W końcu się udało. Zeszliśmy bezpiecznie na dół. Wykończeni ale nabuzowani adrenaliną. Przeżycie nie do opisania.

 

Dziękuje mojemu tacie który mnie tam zabrał, wymyślił i zaplanowała całą tą wyprawę. Bez niego nigdy bym nie przeżył czegoś takiego. Dziękuje i podziwiam bo trasa była hardcorowa.

 

Tutaj na koniec macie zdjęcia ale były one robione obiektywem szerokokątnym więc wszytko zostało spłaszczone. Nie ukazują one nawet w najmniejszym stopniu tego co naprawdę tam przeszliśmy. LINK

CHOĆBY JĘK

lipiec 5, 2006

”W moim lesie drzew
Jedno nieme jest
Wątłe i wiotkie
A kocham je

W moim lesie drzew
Jedno głuche jest
Kruche i słabe
A kocham je

 

Moich wszystkich drzew
Mowę dobrze znam
A to jedno niepokorne
Ciszą trwa

 

Wielki gniew
Choćby jęk
Choćby łza
Ściąłem je

 

A wiatry gonią”

Illusion „Choćby jęk”

 

Nie wiem co mam tutaj napisać. Najlepiej nie będę pisał nic. Dopowiedzcie sobie resztę sami. Ja nie wiem…

Zastanawiał się z Was ktoś jak to być kimś Wszechmocnym? Jak to jest mieć władzę nad tym co się dzieje na świecie. Może ktoś z Was o tym marzył. Tak na pierwszy rzut oka wydaje się to być bardzo łatwe. Ale czy by było takie naprawdę. Zobaczcie:

Przyjaciele, wrogowie i kobiety.

lipiec 3, 2006

Ostatnio ktoś opowiedział mi pewną historie, która wydarzyła się naprawdę. Przekaże Wam ją ponieważ można z niej wyciągnąć ciekawe wnioski.

 

Pewnego razu był sobie mężczyzna (nazwijmy go Marek), który musiał skorzystać raz z podróży autostopem i dotarł bezpiecznie do celu dzięki uprzejmości kierowców. Kiedy więc jechał już własnym samochodem, postanowił, że także komuś pomoże. I tak po niedługim kawałku drogi, zobaczył mężczyznę stojącego na poboczu i dającego mu znak. Zatrzymał się i zabrał go do środka. Od razu zaniepokoiło go to, że ten Pan usiadł z tyłu, zamiast obok kierowcy. Jednak to nie było najgorsze. Przyznał się on, że wyszedł dopiero z więzienia i nie ma przy sobie ani grosza by zapłacić Markowi za podwiezienie. Kierowca oczywiście za bardzo nie przejął się pieniędzmi, ale bardziej zaniepokoiło poprzednie miejsce zamieszkania (więzienie) swojego pasażera. Postanowił jak najszybciej zabrać drugiego autostopowicza by z nim czuć się bezpieczniej. Niedługo potem nadarzyła się okazja. Tym razem nowy pasażer usiadł z przodu. Nasz bohaterski i czynny kierowca poczuł się lepiej mając koło siebie „sojusznika”. I tak podróżowali spokojnie dalej, gdy nagle autostopowicz siedzący z przodu wyciągną legitymację i przedstawił się, że jest policjantem. Oznajmił, że kierowca przekroczył do tej pory 10 przepisów i wystawił mu duży mandat. Marek podłamał się trochę i nie mógł uwierzyć w niewdzięczność ludzi. Jednakże ruszył spokojnie dalej. Gdy dotarli już do okolic Przemyśla, były więzień siedzący z tyłu oznajmił, że kończy się jego podróż. Wysiadając poprosił by wyszedł z nim także i Marek. Podszedł i dał mu pieniądze na mandat. Na to nasz bohater odpowiedział zdziwiony:

-zaraz ale przecież mówił Pan, że nie ma Pan pieniędzy

-teraz ja już mam, teraz to policjant nie ma

 

I tak kończy się ta historia. Każdy może wyciągnąć z niej swoje wnioski i zachęcam do tego, a moje są następujące:

Uważajcie kogo nazywacie swym wrogiem, ale jeszcze bardziej bądźcie uważni gdy wybieracie swoich przyjaciół.

 

 

A teraz coś na rozweselenie, są to proponowane napisy na autokar naszej polskiej reprezentacji (jeśli macie swoje propozycje to proszę w komentarzach):

-Tragiczni ale komiczni.
- My tylko przejazdem.
- Wystarczy duże białe “L” na niebieskim tle.
- Autobus turystyczny.
- Walczyliśmy jak nigdy. Przegraliśmy jak zawsze.
- Co się stało?
- Ułomni ale skromni.
- Jedziemy na Love Parade.
- Nie kopać leżących!
- Prawie jak drużyna.
- Szybcy i wściekli.
- Kółko wędkarskie.
- Nie strzelać, bo może dostać niewinny kierowca!
- Polakom gratulujemy autobusu.
- Którędy do wyjścia?
- Latający cyrk Pawła Janasa.
- Handel obwoźny – gipsowe krasnale.
- Komu punkty, komu? Bo jedziemy do domu.
- Wyjście awaryjne.
- Nas nie dogoniat!
- Nam strzelać nie kazano.
- Szukamy pracy przy szparagach.
- Poszukiwacze zaginionej bramki.
- Obóz wędrowny.
- Drużyna Actimela.
- Tylko nie po twarzy.
- Pielgrzymka do Rzymu.
- Titanic.
- Aczkolwiek.
- Fundacja Jolanty Kwaśniewskiej „Dzieci Niczyje”.
- Powered by PZPN.
- domowe przedszkole
- jaki sponsor taka gra – TP SA
- zaloga G

 

 

Heh nigdy nie ufajcie kobietom. Są niezdecydowane, nigdy nie wiedzą czego chcą i w ogóle. A poza tym dzielą się na trzy grupy:

-piękne

-wierne

-piękne i wierne, ale nadmuchiwane

(wybór należy do Was chłopaki)

I jeszcze raz: Nigdy nie ufajcie kobiecie: