Są w życiu takie dni które zapamiętujemy na całe życie. To był właśnie taki dzień. W końcu osiemnastkę ma się tylko raz w życiu a do tego taką! Impreza od początku stała pod znakiem zapytania, ponieważ pogoda nie za bardzo nam dopisywała. Jednak jak się potem okazało ten chwilowy deszczyk był błogosławieństwem. Przez niego działki wokół miejsca gdzie się bawiliśmy były totalnie puste więc muzyka mogła lecieć caluteńką noc, a, że sprzęt grający był, więc dało się poszaleć. Jednak zacznijmy od początku.
Od samego rana dużo się działo. Około 12 wpadł po mnie i po Sylwka Kantek swoim BMW i zawiózł mnie do szkoły po legitymacje (bo ja byłem spalony i w tym upale nie za bardzo chciało mi się podróżować pieszo). Powoziliśmy się trochę po mieście w rytmach techniawki i postanowiliśmy pojechać zaprosić Celinę osobiście. Po tej dzielnej przygodzie, obiadek, prawo jazdy i ostanie przygotowania. Pogada w tym czasie nie zachęcała do wychodzenia z domu jednak postanowiłem się nie poddawać i nic nie odwoływałem (jak się potem okazało- słusznie). Trochę zabrakło mi czasu i jak dojechałem na miejsce, moi dzielni goście już na mnie czekali. Zaczęło się więc w pośpiechu. Rodzice pomogli się ustawić, rozpalili grilla i po chwili nas opuścili. Zaczęło się od jedzenia i picia. Gdy jeszcze na początku nikt za bardzo się nie rozkręcał, wszyscy byli spokojni, wtedy szalał Marek. Nazwał siebie Człowiekiem pociskiem i biegał w kapeluszu dookoła. Następnie znalazł dwa widelce i atakował wszystkich krzycząc „Atak klonów!”. Ale któż zrozumie Marka. Po pewnym czasie rozluźniliśmy się i zaczęła się zabawa. Wtedy to Marek nie wiadomo dlaczego się uspokoił. Ale któż zrozumie Marka. DJ’em został Kantek, i rozkręcał muzą tak, że czasami nie dało się usiedzieć. Z tego co zauważyłem to największą popularnością cieszyło się Disco Polo, szkoda tylko, że mieliśmy tak mało tego rodzaju muzyki. W tych rytmach Sylwek był zajęty podrywaniem Sylwi, Kantek Pchełki, a dla mnie już nikogo nie zostawili! Ale i tak żaden z nich i tak nic nie spętał bo one wolą mnie! Dziki za to przyubrał kapelusz i poczuł się jak prawdziwy góral. Zaczął prawić swoje historie. Opowiedział nam jak to zdawał język angielki. Niby historia krótka, temat prosty. Ale Dziki tak odbiegał od głównego wątku, że zajęło mu to przynajmniej z 15-ście minut. Ja wychodziłem ze trzy razy i jak wróciłem to dalej byłem w temacie. Cóż poradzić, prawdziwy góral. Tak nam mijał czas, aż wybiła 2 w nocy. Niestety wtedy Sylwek musiał nas opuścić i zabrał ze sobą kilka osób. Wprawdzie planowany czas imprezy był nieograniczony i dopasowany do gości, a Ci planowali koniec około 23, jednak myślę, że się im podobało bo skończyliśmy o 6 rano. A co robiliśmy od 2 w nocy do 6 rano? Nie wiem sam jak to określić, po prostu „ryliśmy” się. Włączyliśmy sobie „Piosenkę pora” (polkę) i leciała przez 2 godziny non stop. A co się tam w tym czasie działo to już nasza tajemnica, po moglibyście mnie źle zrozumieć jeśli powiedział bym Wam, że bawiliśmy się w krzakach. Około 5 w nocy zaczęliśmy się zbierać do wyjścia. Posprzątaliśmy trochę i powoli rozeszliśmy się. Tak naprawdę opisałem tutaj tylko malutką część tego co się tam działo, jednak trudno by było opisać całe 11 godzin imprezy. Ogólnie mówiąc, ja lepszej osiemnastki sobie wymarzyć nie mogłem: klimat, towarzystwo, miejsce, czas, pogoda! Wszystko idealnie! Mam tylko nadzieje, że tym co tam byli podobało się choć w połowie tak jak mi. A teraz pozdrówka, bo trzeba wymienić kto tam był, a więc najpierw kobiety:
-Kaczunia- straszna szkoda, że tak krótko, ale mam nadzieje, że jak będziemy poprawiać to zostaniesz najdłużej!
-Pchełcia- heh co tu dużo mówić, bez Ciebie nie było by tej osiemnastki! Przepraszam, że strąciłem Cię z łóżka, ale co ja poradzę, że jak śpię to się wiercę. Może jeszcze pośpimy kiedyś razem i może następnym razem – masaż. Po prostu malutka, jesteś Wielka!
-Sylwia- hihihi nie daj się Sylwkowi i powoli przyznawaj mu te procenty. No i przepraszam, że wryłem Ci się na fotel.
-Celcia- oj Ty to się pośpieszyłaś. Sorki, że musiałaś na mnie czekać
Tera meny:
-Marek- bezapelacyjny król imprezy. Jak nazywał sam siebie: „Człowiek pocisk”, „Batman pedał”, „Czarodziejka z księżyca która przybyła by Was… wykorzystać!” i wiele, wiele innych. Oby tak dalej Marku, i pamiętaj co tak pachnie.
-Dziki- hehe stary góral. Następnym razem uważaj co pijesz u siebie w domu! Bo nawet mleko może czasem nie być takie dobre jak mówią na reklamie. Hej! (aha i błagam, nie opowiadaj już nic więcej!)
-Żaba- nasz dzielny kucharz. Co byśmy bez Ciebie zrobili? Pewnie z głodu pomarli. Dobrze, że zająłeś się grillem. Masz talent! Kaczusia będzie miała z Ciebie pożytek.
-Kantek- Dj Imprezy. Ja dalej nie wiem, gdzieś Ty znalazł na moim kompie taką fajną muze. Dobry z Ciebie szperacz.. Aha i zostaw Pchełcie, Ona jest pod ochroną (moją)!
-Laszku- późno przyszedłeś ale fazę dobrą nakręciłeś. Jednak co robiliśmy niech zostanie tajemnicą…
-Prezes- szkoda, że tak krótko i dzięki za prezencik hihihi…
-Daniel K- mam nadzieje, że choć w malutkim stopniu zaspokoiłeś swój wieczny apetyt.
-Michał- mogę mówić na Ciebie – czerwono skóry? Dzięki, że budziłeś mnie w kościele jak mi się przysypiało
-Sylwek- i na samym nędznym końcu Ty! To było zaplanowane. Wielkie dzięki za pomoc w przygotowaniach i w ogóle. Pamiętaj, że tradycji musi stać się zadość.
Czym by były urodziny bez dostawania życzeń. Dzięuje wszystkim za każde z nich. Chciałbym tu przedstawić niektóre (mam nadzieje, że ich autorzy nie będą mieli mi tego za złe):
hym.. życzę Ci Miłoszu ciągłego zdrówka.. szczęścia.. radości bo taki smutny codziennie chodzisz, samych słonecznych dzionków, mało złości, a najlepiej w ogóle bo to szkodzi, sukcesów w życiu.. miłości.. sexu, mniej nałogów, żadnego solarium ani alkoholu, ukończenia szkoły w planowanym terminie. Fajnej bryki a może i dwóch albo może być jakiś wypasiony rower albo ostatecznie traktor, jak najwięcej czasu na przyjemności, wielkich przyjaźni, żebyś ładnie seplenił i żeby Cię mlecze kochały, spełnienia wszystkich marzeń i tradycyjnych 100 latków!
(dodam tylko, że to od kogoś malutkiego i słodkiego)
Drogi Miłoszu wszystkiego najdziwniejszego, dużo dzikiego sexu i rożnych takich innych zabaw ze zwierzętami i mleczyków w zimie i drugiego Sylwka tylko ze z cyckami i żeńskimi narządami płciowymi i dużo włosów i to tyle 100 lat
(hihi nie powiem Wam od kogo to. Powiem tylko: Tobi rządzi!)
I najlepsze życzenia-prezent jakie kiedykolwiek dostałem! To oczywiście od Sywlusia!
>>>>> LINK <<<<<
Na koniec trochę materiałów, żebyście mogli sobie zobaczyć jak to wyglądało:
Fotki- galeria zdjęć, niestety słabej jakości bo było bardzo ciemno LINK
Filmik- tutaj możecie zaobserwować nasz ciekawy taniec LINK DOWNLOAD LINK
Opis imprezy według Kantka: LINK
Jescze tylko gag- zagadka:
Wiecie jak Dziki wracał odemnie z imprezy do domu?
PROSTO!!
Oczywiście podziękowania także dla mojej babci która udostępniła nam miejsce do zabawy i dla moich rodziców którzy byli sponsorami a także czuwali nad organizacją całej imprezy. Bardzo, bardzo Wam dziękuje.
To by było na tyle. Dziękuje wszystkim za ten jeden wyjątkowy dzień!