Dialnet masters

marzec 17, 2008 by Rabbi

Witam wszystkich po dłuższej przerwie. Ostatnio coś tu cicho, więc postanowiłem coś napisać. Notka będzie dotyczyła konkursu, do którego jakimś cudem udało mi się zakwalifikować. Jednym z wymagań było nagranie własnego spotu reklamowego. Oto filmik prezentujący nasze starania:

Tutaj należy się wyjaśnienie napisane przez Michała:

“Chciałbym jedynie sprostować pewną rzecz :) mianowicie, to co mam na twarzy to wbrew pozorom nie jest kupa, błoto ani nic podobnego :) makijaż ten został mnie nałożony przez znanego stylistę Miłosza per Rabbi, a użyte środki to jedynie renomowanej marki kosmetyki :)”

Ciężka to była praca, jak zresztą widać, ale ostatecznie zakończyła się sukcesem, oto nasze dzieło:

To już koniec tej długiej notki, czas wracać do matematyki…

Bez Ciebie wszystko jest głupie…

styczeń 26, 2008 by Rabbi
Bez Ciebie wszystko jest głupie...

Nocka 2007

listopad 15, 2007 by Rabbi

(Scenariusz: Kantek, Reżyseria: Kantek, Udźwiękowianie: Kantek, Montaż: Kantek, I inni: Kantek)

(Wszystkie sceny świadczące od zachwianej orientacji seksualnej zostały upozorowane)

Każdy ma swój sposób spędzania czasu. Powyższym filmikiem przedstawiamy nasz własny wypracowany sposób na „imprezowanie”. Jest to film dokumentalny, opowiadający o życiu ludzi zrośniętych mózgami z komputerem. Notka miła dokładnie opisywać gagi z naszych nocek, jednak myślę, że to nie ma sensu, gdyż żartów sytuacyjnych się nie opowiada. Poza tym ja z moją genialną i pojemną pamięcią, nie pamiętam prawie nic, poza tym, że się śmiałem. Gdy oglądam ten filmik, wydaje mi się, że słowa są zbędne (Kantek dobrze to zmontował). Dokładny opis jednej z nocek był już kiedyś na blogu, przy okazji Nowego roku, więc jakieś pojęcie macie.

 

Tyle było by ode mnie. Teraz niech wypowie się reszta ekipy:

Michał (Calineczka, Szakira, Paszczak,…)

 

„Nocka… bo w życiu każdego mężczyzny nastaje taka chwila, kiedy przestaje bawić go już nudna gra w domowym zaciszu. Potrzeba zmiany, rodzi pytanie nurtujące ludzi od zarania dziejów. Mianowicie: „po co komu komputer skoro już nie sprawia przyjemności”. To okropne pytanie rodzące się w naszych umysłach, niektórych doprowadza do szaleństwa, inni popadają w alkoholizm, a jeszcze inni zaczynają czytać książki, a co najgorsze, czasami w skrajnych przypadkach ludzie porzucają komputer. Nie mogliśmy do tego dopuścić. Dlatego my: trzech długowłosych bożyszczy nastolatek… i pół-dres Kantek, postanowiliśmy zorganizować niebezpieczną, mrożąca krew w żyłach rzecz. Urządziliśmy nockę. Wiem… niektórych to może dziwić, innych bulwersować, ale zrobiliśmy to i jesteśmy z tego dumni. Nie było łatwo, powiem więcej, było ciężko. Chciałbym tą sytuację porównać do Wietnamu (bo wszyscy byliśmy w Wietnamie), ale to było gorsze. Żywiliśmy się jedynie pizzą i colą, za przyjaciół służyły nam słuchawki i monitor jasno żarzący się w nasze oczy, a dokoła nas była jedynie ciemność. Tutaj przypomina mi się pewna piosenka, wręcz hymn, zanucę więc „tralalala tralalala”. Jakże dokładnie opisuje ona sytuację w jakiej znaleźliśmy się. Jednak udało się nam, dokonaliśmy tego. W przyszłości kiedy nasze potomstwo (oprócz Kantka – on nie będzie miał dziecków) będzie chciało usłyszeć jakąś mrożącą krew w żyłach historię… nie usłyszą jej. Na koniec chciałbym dodać, że Wiedźmin super jest. xD„

 

Kantek (Itachi)

 

„Tak o to jak już mam coś napisać to napiszę. Jako, że wypowiadamy się wszyscy o nockach to jedziemy. Ogólnie to nie jestem tak jak ta banda, która ze mną te nocki organizuje i ja nie lubię całonocnych Gej party tak jak oni. Ja cenie sobie dobrą zabawę i śmiech, a co by dużo nie mówić na naszych nockach tego po prostu nie brakuje. Jeden schemat. Wpadamy, pizza, chipsy ( ja nie jadam), 7 litrów Pepsi i jedziemy. Zaczynamy oczywiście od filmu i choćby to był najpoważniejszy film jaki istnieje, opowiadający o śmierci, chorym chłopcu itd. to my i tak znajdziemy coś co będzie motywem przewodnim całej naszej nocki. W tym wypadku to była ekstra japonka (a ja lubię japonki), która była ślepa. I na samym początku, kiedy główny bohater wpada do wioski gdzie kolesie mieli takie same fryzury to myśleliśmy, że po prostu tam mają taki zwyczaj, ale jak się później okazało baaaardzo się myliliśmy. Bo ta japonka to ona ślepa była nie? No i ona nie, jednego razu tam brała udział w scenie, w której strzygła głównego bohatera nie, no i wtedy stwierdziliśmy, że to ona jest sprawczynią tych wszystkich jednakowych fryzur nie? Po tym stwierdziliśmy, że najlepsi są ślepi fryzjerzy. Nawet nie mam zamiaru przytaczać tu niewiadomo ile cytatów z naszej nocki, bo i tak byście ich nie zrozumieli, jako że są to żarty sytuacyjne i ciężko się skapować. Ale wracają to nie obejdzie się bez W3 i Q3, ta druga gierka to jest po prostu masakra na całą noc. Taka zabawa, że naprawdę jak organizujecie komputerową nockę, to tylko i wyłącznie w Quake3 albo Warcrafta 3 z tym, że Quake 3 jest nie do przebicia. Co by tu jeszcze wymodzić, a no tak, większość i tak zobaczycie na filmiku. Ja nie będę pisał kto go zmontował niech Miłosz to w swojej kwestii napisze. No i muszę wspomnieć, że gdzie byśmy nie byli czy to u Sylwka w domu, czy to u Miłosza na działce, to zawsze nam czegoś zabraknie i zawsze ja to mam w domu. Dlatego taki mój los i musze zawsze po coś iść i jakoś tak to się zawsze dzieje że idę po to z Sylwkiem, czy zima , czy lato, czy śnieg, czy deszcz my i tak musimy wrócić się do mnie po jakieś narzędzie, to 2 myszkę bo się komuś zepsuje, to aparat fotograficzny, po kable i takie tam xD ogólnie to już jest rytuał. Niedługo jak będę szedł na nockę to wszyscy u mnie w domu będą już przygotowywać wszystko i wystawiać przed dom żebym nie musiał dzwonić co chwile. To chyba tyle. Na koniec to PoOzDroWieNia Dla FfszyStkIch FfaRiaTów CO To PrZeCzyTajOm I LuBiE OstRY SeX… ToffAm WaS =)”

 

Slk (Dewiant)

On nie napisał nic. Jak zwykle nas olał. W takim razie napiszę coś za niego, tak żebyście myśleli, że to on:

„CeSc KoFanE ZffIeZacki! cO famm? u Mnie SyffStkoo sUpCioo. NockA mInIe sIe nIe PoDobałA, bO NaffEt nIe bYłO LaLkuFF BarBiee. yYyYyY SpKokO. TsSsSsS”

 

I to by było na tyle! Filmik ma się podobać! Bo jak nie…

Wiosenna pieśń radości

wrzesień 23, 2007 by Rabbi

Zainspirowany notkami (w kolejności powstawania) Kantka i Slk’a, postanowiłem także napisać notkę o piosence mówiącej o mnie. Tak więc zaczynamy!

„Idzie sobie wiosna,
słychać świergot ptaka,
ładna to piosenka tylko głupia taka. „

Ten fragment ukazuje moją przygodę z krawężnikiem. Odzwierciedla wielki upadek który z niego mnie spotkał. To było straszne. A wszystko, że szła wiosna i ptak mnie nastraszył i spadłem…

„Już przyleciał bocian i w kałuży dłubie,
mi to nie przeszkadza – dalej będzie głupiej.”

Tutaj ukazana jest przykra przygoda z bocianem. Gdy szedłem sobie łąką on mnie podziobał, a potem wpadłem do kałuży…

„Aaaaaa już jest wiosna,
Aaaaaa dłuższe dnie,
Aaaaaa kwiaty rosną,
Aaaaaa głupie, nie?”

Te cztery wersy ukazują strach który panuje w moim sercu. Strach przed wiosną i malinami. Boję się, że ktoś mnie zaciągnie do Malinowego chruśniaku i … to straszne…

„Słońce raźniej świeci,
dym się w polu snuje
- zupełnie bez sensu ale się rymuje.”

W tym fragmencie zarysowany jest mój strach przed Słońcem, gdyż koledzy z Internetu mówili że to zabija…

„ Budzi się przyroda,
już zielono wszędzie,
bać się nie ma czego – znowu refren będzie: „

Tutaj wmawiam sobie, że nie ma się czego bać. Jednakże tak naprawdę boję się strasznie gdyż niedługo będzie…

„A aaaaa już jest wiosna
A aaaaa dłuższe dnie
A aaaaa kwiaty rosną
A aaaaa głupie, nie?”

Jak kilka linijek wyżej.

„Rozmarzają rzeki,
płynie kra do morza,
- zwrotka nienajgorsza, tylko rymu nie ma.”

Tutaj ukazany jest mój strach przed wodą. Jak byłem mały mama nie zauważyła mnie wannie i spuściła z wodą. Od tej pory boję się wody i kluczy hydraulicznych numer 16ście.

„ Drzewa mają pączki,
w jajkach są pisklęta,
przyroda jak zwrotka – niedorozwinięta! „

Ten fragment opowiada o moich cechach fizycznych. Mowa w nim o jakach i o niedorozwinięciach…

„Wiosna jest po zimie
w myśl ludowych przysłów,
ja już nie mam zdrowia do tych idiotyzmów.”

Ta część ukazuje powtarzalność wszechświata. Tak jak i ja powtarzam się bo jak byłem mały spadł na mnie gramofon… gramofon… gramofon… gramofon… gramofon… gramofon…

„ Kończy się piosenka,
śniegu nie ma prawie,
pisać głupie teksty nawet ja potrafię!”

Tutaj ukazany jest koniec istnienia. Wszystko się kiedyś kończy. Nawet papier toaletowy choć wydaje się, że może się rozwijać w nieskończoność! Jak on to robi?! To jest niesamowite!

I to by było wszystko. Teraz znacie mnie doskonale. Nic więcej nie mam o sobie do powiedzenia.

Mietek morderca

wrzesień 16, 2007 by Rabbi

 

OSTRZEŻENIE! To, co wydarzyło się dzisiejszego dnia mrozi krew w żyłach, więc czytelników o słabych nerwach proszę o nie czytanie dalej.

 

            Był to zwykły dzień, jak co dzień. Pogoda dopisywała nic nie zapowiadało grozy jaka miała się wydarzyć. Postanowiłem, więc zająć się swoimi słuchawkami. Wyciągnąłem więc mą lutownicę. Jak sobie wtedy uświadomiłem kabel zasilający był urwany a przewody połączone mechanicznie lecz niezaizolowane. Oznaczało to, że wystarczyło się lekko dotknąć a cały prąd płynął by przez nas. Wyobraziłem sobie tylko jaki to prąd musi być, żeby tak rozgrzewać knot lutownicy… Postanowiłem położyć na ten uszkodzony fragment kabla moją reklamówkę z częściami żeby się zabezpieczyć. Zadowolony z genialnego pomysłu przystąpiłem do lutowania. Wszystko przebiegało zgodnie z planem (poza tym, że słuchawki nawet po naprawie nie działają) aż tu nagle… Mietek (mój kot) wszedł cichcem do pokoju. Nie zwróciło to mojej uwagi gdyż chodzi tam i z powrotem 100 razy dziennie i to okazało się błędem. Skupiony na łączeniu przewodów poczułem, że coś ociera się o moją nogę. Gdy spojrzałem w dół ujrzałem kota łaszącego się do mnie. Dzielnie zignorowałem go gdyż miałem ważniejsze sprawy i to był drugi błąd. Po chwili poczułem, że coś co ociera się o moją nogę jest trochę bardziej sztuczne i twarde niż mój kot. Gdy spojrzałem w dół spostrzegłem, że … mój kot ciągnie urwany kabel ogonem i ociera go o moją nogę powoli zbliżając ją do urwanego fragmentu kabla!  (tu czas na Wasze przerażenie) Tak jest! Morderczy kot zaatakował! Gdyby nie moja szybka i natychmiastowa… panika, mogło by mnie tu nie być. Teraz czekam na kolejny atak morderczego Mietka… ciekawe co ten cudak wycudaczy…

I Still Haven’t Found What I’m Looking For

wrzesień 1, 2007 by Rabbi

“Wspiąłem się na najwyższe szczyty

Biegłem przez pola

Aby tylko z tobą być

Aby tylko z tobą być

Biegłem, czołgałem się

Wspiąłem się na mury tego miasta

Aby tylko z tobą być

Lecz jeszcze nie znalazłem

Tego, czego szukam

Lecz jeszcze nie znalazłem

Tego, czego szukam

Całowałem słodkie usta

Czułem kojący dotyk opuszków jej palców

Niczym ogień

Płonęło we mnie pożądanie

Mówiłem językiem aniołów

Ściskałem dłoń diabła

Lecz choć nocą było gorąco

Ja byłem zimny jak głaz

Lecz jeszcze nie znalazłem

Tego, czego szukam

Lecz jeszcze nie znalazłem

Tego, czego szukam

Wierzę w nadejście Królestwa Bożego

Wtedy wszystkie kolory zleją się w jeden

Ale teraz wciąż uciekam

Zerwałeś kajdany,

Poluzowałeś łańcuchy

Dźwigałeś krzyż

I mój wstyd, mój wstyd

Wiesz, że wierzę w to wszystko

Lecz jeszcze nie znalazłem

Tego, czego szukam

Lecz jeszcze nie znalazłem

Tego, czego szukam.”

U2  “I Still Haven’t Found What I’m Looking For”

Kocham asfalt

sierpień 30, 2007 by Rabbi

Historia zaczęła się wczesnym rankiem, gdy wszyscy już wstali, bo to pewnie nawet nie był ranek, ale ważne jest to, że ja spałem. Mianowicie w tym wyżej opisanym momencie udało mi się wstać. Od tej chwili aż do około 18 zostałem przyciągnięty i siłą wyższą pozostawiony przy komputerze oglądając beznadzieje anime „Death Note”, które w ogóle mnie nie interesuje i nie wciąga (koniec sarkazmu), z chwilową przerwą na kilkanaście zadanek z matmy. O tej godzinie wpadłem na rewelacyjny pomysł: „Rower, rower, rower…” Jak pomyślałem tak zrobiłem. I w tym momencie zaczyna się przygoda. Wszyscy, którzy zasnęli na wstępie proszeni są o kontynuowanie drzemki gdyż dalej nie wydarzy się nic wartego uwagi a tym bardziej przerywania jakże ważnego dla zdrowia snu. Wracając do historii… wyruszyłem, więc przed siebie. Gdy dojechałem „Gdzieś-tam” (zapamiętajcie to miejsce, bo będzie się pojawiać wielokrotnie w mojej opowieści gdyż mój zmysł orientacji jest znikomy, ale o tym potem…) znalazłem się o dziwo w miejscu, w którym zaplanowałem się znaleźć i wyruszyłem lasem, serpentynami w górę. Gdy już dotarłem tam gdzie wyżej już nic nie ma, ujrzałem dróżkę rowerową (którą widziałem już setki razy) i wpadł mi do głowy genialny i zaskakujący pomysł: „Rower, rower, rower…” jak pomyślałem tak zrobiłem i udałem się za znakami wyznaczającymi trasę ścieżki. I jechałem, i jechałem…, po czym okazało się, że to nie jest taka sobie ścieżka tylko jakaś ścieżka… tylko, że długa… długa ścieżka… czy jak to nazwać… ważne, że było długie. I tym sposobem dojechałem Gdzieś-tam gdzie nie było widać domu mego ani miasta. Ale jeszcze było widać słońce na horyzoncie, więc nie przeszkadzało mi to zbytnio. Tym sposobem odjechałem gdzieś jeszcze dalej i ukazał się moim wszystko widzącym oczom widok zachodzącego słońca: „Łaaaał słońce… zachodzi…. Łał jak ładnie…” (po kilku minutach) „Zachód słońca? Skąd wzięła się ta nazwa? … Aaaa!! Zaraz będzie ciemno – zamknij się! – Ciemno, a co mi tam jak mam lampkę z nowymi bateryjkami! Ha! Lampka mnie ocali!” Jak pomyślałem tak zrobiłem. W chwili tej spostrzegłem, że lampka mi nie działa: „Ja to naprawie! (stuk stuk) Nie da się!!” Tutaj zaczęła się panika i czas wielkiej zadumy: „Hmmm hmmm rower, rower, ciemno ooooo ciemno, rower, rower…” jak pomyślałem tak zrobiłem i pojechałem przed siebie. I tak jadę i jadę i straciłem już wszelką nadzieję, gdy ujrzałem przed sobą jakiegoś Kicajca skaczącego myślę sobie: ”Jeee jestem uratowany! Z głodu nie umrę!… Ee przecież ja nie jem zwierzątek! Damn it! Umre!!” Wtedy wydarzyło się coś strasznego: „Aaaaaaa!” to było niewiarygodne! Przede mną ukazał się straszny, przerażający, krwiożerczy… Strach na wróble!! Przez kolejne 500 metrów byłem zajęty uciekaniem, bo on był naprawdę krwiożerczy i tak dziwnie się na mnie patrzył i w ogóle. Ale słyszałem, że on jada tylko wróble, więc odległość 500 metrów wydała mi się bezpieczna żeby zwolnić. Tym sposobem znalazłem się na rozstaju dróg. Jedna dróżka prowadziła w dół a druga ku zaskoczeniu wszystkich w górę. Wtedy przypomniały mi się słowa Gandalfa który był wielkim mędrcem: „Coś tam coś tam… w dół jest łatwiej idź pod górę… coś tam coś tam” więc zrobiłem takowo jak powiedział. Gdy wyjechałem wyżej ujrzałem z góry drugą ścieżkę i to dokąd prowadziła… cmentarz. Bardzo wymowna to była lekcja, odtąd zawsze chodzę pod górkę… a tym bardziej jeżdżę. Ale nie było czasu się nad tym zastanawiać gdyż zrobiło już się zupełnie ciemno a wtedy jedyne co sobie myślałem to: „Aaaaa!” I tak jadąc dalej w końcu dotarłem do jakiejś cywilizacji! Gdzieś daleko, daleko przed sobą ujrzałem Przekaźnik. To odkrycie uświadomiło mi, że jestem na południe od Przemyśla. Moja znajomość geografii nigdy nie było za dobra i do tego dotyczyła tylko terenów na północ od Przemyśla. Jak dla mnie to niżej nie było już nic. I tym sposobem zostałem odkrywcą! Jednak coś tam jest. I ludzie tam są! Postanowiłem się nazwać to miejsce imieniem odkrywcy: Miłoszolandia! A ludzi tam mieszkających jego imieniem, i tak wszyscy nazywali się Miłoszami. I jechałem tak i jechałem i machałem do Miłoszów, a w duszy współczułem im takiego głupiego imienia. I tak jechałem i jechał, robiło się coraz bardziej cywilizowanie, więc doszedłem do wniosku, że opuszczam Miłoszolandie. I tym sposobem znalazłem się w Przemyślu. Ma radość nie znała granic. Tak wracałem szczęśliwy a tu nagle mój rower cosik zaczął narzekać: „Co? Do domu? Nie bądź knopers? Ta hono gdzieś pojedziemy? Ta co będziemy robić w domu? Ta w domu ludzie umierają? Ta hono! Nie bądź pimpek! Ta…” I tym sposobem zdecydowałem się na nocny wyjazd pod Przekaźnik który tak mi świecił z daleka. Po drodze wpadłem do rowu ciesząc się, że nie wpadłem do niego jak będę zjeżdżał. Po czym udałem się do domu! I to Ci cała historyja! Pora wstawać! Tak żem to napisał żeby zapełnić miejsce bo wakacje się kończą a Kantek nie skleił dla Was filmiku z którym miała powstać ciekawsza notka (jak ktoś zacznie go molestować to może w końcu się za to weźmie). I to byłby koniec.

Wakacyjna piosenka!

czerwiec 24, 2007 by Rabbi

Z okazji tego, że zaczęły się nam wakacje! Chciałbym przedstawić Wam wakacyjną piosenkę! Z nią nie sposób się nudzić! Jest idealna na każdą imprezę, rozkręci największych sztywniaków. Po prostu szał!


Doktor Kosmos ~ Holiday

 

Holiday
Holiday
It’s the best day
Ice-cream day
I am only happy
When I have
Holi… day

 

Holiday
Holiday
It’s the best day
Ice-cream day
I am only happy
When I have
Holi… day

 

Holiday
Holiday
It’s the best day
Ice-cream day
I am only happy
When I have
Holi… day

 

A to dzionek

czerwiec 22, 2007 by Rabbi

Co to był za dzień? Pełen wrażeń, a skończył się jeszcze większymi emocjami… Ten dzień natchnął mnie do tego stopnia, że powstanie notka z cyklu tych bezsensowny, opowiadających o tym co dzisiaj mnie spotkało. Raz mogę zaszeleść. W takim razie zaczynamy!

Wszystko się zaczęło od próby przedstawienie szkolnego które jutro odbędzie się na zakończeniu roku. Przyjechaliśmy godzinę wcześniej by poćwiczyć przed wystąpieniem przed panią dyrektor. Skończyło się na tym, że ja nosiłem komputery a reszta całą godzinę się obijała więc podeszliśmy do ostatecznej próby trochę z marszu. Ostatecznie wszystko się udało a hitem było zakończenie: Pani dyrektor pracowała nad naszą dykcją, więc dzisiaj mieliśmy pokazać poprawę. Po zakończonej próbie kolega S. z niedużej odległości przemawia do p. dyrektor:

- i jak tam moja dykcja. Lepiej?

-słucham?

-jak tam dykcja! Lepiej?

-co?

-dykcja!!

-aaa dykcja! Tak, tak lepiej…

<szyderstwo>

I tym wesołym akcentem zakończył się dzień w mojej szkole. Przeszliśmy więc na wyższy poziom edukacji udając się do Zerówki numer 3. Tam po zrobieniu kwiatków które nie były różowe i napisów które nie były różowe otrzymałem dyplom ukończenia zerówki z datą 22.06.07. Tym sposobem jestem pełnoprawnym właścicielem wykształcenia zerowego. Gdy szedłem przez miasto dzierżąc mój dyplom, wszyscy mi zazdrościli… bo takiego na pewno nie mieli. I tak skończył się etap dnia w zerówce.

Po tych szkolnych przeżyciach przyszedł czas na leżakowanie (dzieci w przedszkolu tak mają więc nie będę się wybijał), a następnie oczywiście rowerek. Nie spodziewałem się, że ten wyjazd skończy się tak emocjonująco, w końcu jeżdżę codziennie. Po pierwszym wyjeździe na przekaźnik, pędząc w dół do domku, spotkałem znajomych jadących w przeciwnym kierunku pod górę. Po kilku sekundowym namawianiu udało im się mnie przekonać na ponowny wyjazd. Gdy po raz drugi znalazłem się na szczycie, spotkałem właściciela wysokiej klasy roweru downhill’owego (czyli coś na czym skacze się z 15 metrowych klifów i zjeżdża z olbrzymią prędkością po niegładkich terenach… zobaczycie potem) i po kilku sekundowym namawianiu dałem się na mówić na zjazd (ja coś chyba nie asertywny jestem). To była jedna z tych chwil w której odkrywamy, że doświadczenie to coś co uzyskujemy gdy nie jest nam już potrzebne. Odkryłem właśnie w tym momencie, że mój rower nie nadaje się do zjazdów… Ja na szczęście jestem cały, ale kolega który przejechał po moim rowerze, po czym robiąc salto wpadł w przepaść i jakimś cudem zatrzymał się metr pode mną, jest troszkę w gorszym stanie. I to ciekawe wydarzenie zamknęło dzień pełen wrażeń. Potem tylko zjazd nocą przez park i do domu.

I to by było na tyle… dodam tylko, że właśnie skończyłem 19 lat… starzeje się… a rozumu mi nie przybywa…

A na koniec pokaz tego co znaczy porządna jazda na rowerze i czego PRAWIE doświadczyłem dzisiaj:

Róża prawdziwa i sztuczna

czerwiec 4, 2007 by Rabbi

“Szydzi z prawdziwej sztuczna:

-Krótkie twoje trwanie,

Wdzięk pani wkrótce minie,

a mój pozostanie…

-Tak – rzecze wonna róża,

Rumieniąc się skromnie -

Ale patrząc na panią

Myśleć będą o mnie!” 

Jan  Sztaudynger